International Personal Finance, do której należy Provident, planuje pod koniec tego roku uruchomić sprzedaż pożyczek przez internet. Pożyczka w elektronicznych kanałach będzie funkcjonować pod marką „hapi”. Nowi klienci będą mogli pożyczyć od 1,5 tys. zł do 7,5 tys. zł. Klienci, którzy spłacili już przynajmniej jedną pożyczkę będą mogli pożyczyć większe kwoty – nawet do 15 tys. zł. Pożyczkę będzie można zaciągnąć na okres od 3 do 36 miesięcy. Po wyborze parametrów pożyczki (wielkość, liczba rat), klient składa wniosek online, który następnie jest weryfikowany. Po pozytywnej weryfikacji klient otrzyma umowę na zapoznanie z którą będzie miał 7 dni. Pieniądze będą przelewane na wskazane przez klienta konto.
- Produkt ten daje wspaniałe możliwości wzrostu wraz z naszym skutecznym modelem pożyczek obsługiwanych w domu klienta – uważa Gerard Ryan, dyrektor generalny Providenta.
Duża konkurencja na rynku pożyczek online
W ostatnich latach na naszym rynku pojawiło się szereg firm udzielających błyskawicznych pożyczek przez internet, w tym międzynarodowi giganci o ugruntowanej pozycji, tacy jak Wonga czy Vivus. Część z nich udziela klientom pierwszej pożyczki za darmo, po drugą chętnie przychodzą już sami. Zmienia się także podejście samych klientów – coraz więcej osób chce pożyczać on-line.Co z agentami?
Oferta Hapi i Provident to dwa różne i niezależne od siebie modele biznesowe (również odrębne spółki), które nie będą wpływać na siebie wzajemnie pod względem organizacyjnym. Oznacza to, że oferta pożyczek internetowych będzie funkcjonować równolegle do obecnego modelu sprzedaży. Początkowa faza wdrożenia pożyczek „hapi” skupi się na naszym rynku, a jeśli projekt się przyjmie zostanie rozszerzony o inne kraje, w których działa Provident.W dłuższej perspektywie czasu wejście Providenta w elektroniczne kanały obsługi może mieć jednak poważne konsekwencje dla agentów sprzedających pożyczki „naziemnie”. Praktyka pokazuje, że wszędzie tam gdzie wdrażane są internetowe procesy sprzedaży, z biegiem czasu zmieniane są modele biznesowe. Taką sytuację obserwujemy od kilku lat w sektorze bankowym. Popularyzacja elektronicznych kanałów obsługi, sprzedaż kont i kredytów przez internet wpłynęła na liczbę zatrudnionych i sieć placówek. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na koniec czerwca 2014 roku w bankowości zatrudnionych było 173 tys. osób, czyli ponad 5 tys. mniej niż w 2011 roku.
Wojciech Boczoń
Źródło: